Skip to Content Skip to Search Go to Top Navigation Go to Side Menu


***


piątek, grudzień 17, 2010
          Jestem zmęczona śnieniem snu o nas
          wysysa on energie
          i nie daje nic w zamian

          wciąż pisze o Tobie
          do Ciebie
          Twoje imię przeciąga się leniwie po kolorowych kartkach
          czule dotykam te płaskie litery

          stale mam wrażenie, że patrzysz na mnie
          choć Cię tu nie ma
          ciągle Cię widzę
          choć nie patrzę

***


środa, listopad 24, 2010
      (spotkania, które są po to tylko
      by odbyć się tu i teraz
      i nigdy już potem się nie powtórzyć)

      po Twojej opalonej szyi spływa kropla deszczu
      który pospiesznie wniosłeś do domu
      celebruję ten moment
      wdzięczna, że mogłam Cię takiego jeszcze raz zobaczyć

“głupie listy a w nich miłość”


poniedziałek, wrzesień 6, 2010
              [… ] a może jednak stanie się tak
              że będziesz mój tak bardzo
              jakbyś nigdy wcześniej
              nie należał do nikogo innego
              oprzesz swoje życie o moje
              i nikt nie odróżni nas już od siebie
              dla wszystkich będzie jasne
              że jeden krajobraz jest nam dany
              aż po horyzont – jedno zapatrzenie.

Powroty


piątek, wrzesień 3, 2010
          Wygrzewam swoje usta w słońcu
          przygotowując je na Twój powrót
          wielki powrót
          gdy pojawisz się
          bez tego bagażu
          który zrzuciłam na Ciebie

          śnię sen o nas
          w którym nie znamy gorzkich smaków

          czekam na Twój powrót
          nie taki codzienny
          ale ten najważniejszy
          który przywróci tą miłość
          do łask

***


niedziela, marzec 7, 2010
        w tym przedpokoju
        w którym czekam na swoją karę
        napiętym ciałem czuję chłód
        który opanował Twój dom
        niespokojna
        próbuję wyłapać Twój wzrok

        - powinieneś być teraz jak twierdza
        niedostępny i niewzruszony -

        ale jednak patrzysz na mnie i widzę Twój żal
        jak zbity pies wyglądasz i nie wiesz
        czy uciekać czy przycupnąć pod stołem
        przeczekać

29 LAT


poniedziałek, luty 1, 2010

      29 LAT. To już ostatni moment na bycie 20latką… uff.

      Uff, że już nie MUSZĘ być piękna, jędrna, głupiutka, naiwna, niedoświadczona, niedożywiona, przestraszona, z krótkim stażem, nadgodzinami, na dorobku, z małą ilością pieniędzy, w kolorowych ubraniach. Uff, że już nie muszę się zakochiwać, pić i tańczyć do rana, nadużywać słodyczy, zawstydzać się, podobać się, że nie muszę być ambitna, energiczna, stale gotowa.

      Uff, że już nie muszę, tylko po prostu mogę, jeśli zechcę. Nie MUSZĘ robić tego co przypisuje się 20latkom a już MOGĘ to co już nie wypada 30latkom :)
      Bo to co pospolite i naturalne u młodych jest pożądane, poszukiwane u starszych. Zachowując to wszystko przechodzę z większości do mniejszości :)

      Uciekający czas czyni mnie szczęśliwszą i wolną. Nie chciałabym żyć wiecznie, za duża odpowiedzialność;)
      “Nic nie może wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić” - i dobrze!

***


poniedziałek, styczeń 4, 2010

              mieszam łyżeczką w filiżance
              i myślę o tym ile kobiet On miał
              i ile z nich pozostawiło ślad -
              klika do dziś Jego ulubionych płyt
              sentyment do słowackich Tatr
              lirycznie złe noce
              parę zapamiętanych dat

              ma usta stworzone do całowania
              doskonale męską twarz
              roztargniona przy Nim bywam
              jak zapewne każda z nich do dziś

              mieszam łyżeczką zdecydowanie za długo już
              i kolejny raz bez puenty w tym temacie kończę dzień

2010


piątek, styczeń 1, 2010


        bez lęku i sprzecznych pragnień,
        z wiarą w to co czuje, jak myślę,
        do czego dążę i na co pozwalam,
        z obawami bardzo ludzkimi i strachem który podpowiada instynkt najmądrzejszy,
        z apetytem na walkę, demonstrację i profanację wszystkiego w co nie wierzę, co czas zabiera,
        co tłamsi i chce pogrążyć w nijakości
        pikantnie i lekko słodko mi w ustach,
        trochę żartobliwie w sercu
        przyszłość jakby otwarta na nowe choć już pełna jest wszystkiego

<święta, święta, święta>


czwartek, grudzień 24, 2009

        Wstałam oczywiście koło południa. Leniwa kawa, muzyczka, tulenie, głaskanie… czyli dłuuugie wychodzenie z pościeli :)
        Pełen spokój, relaks, bez pośpiechu, spięcia i nadęcia bo podobno jaka Wigilia taki cały rok :D
        Ogarnęłam nieco parę kątów, wyszykowałam siebie i mężczyznę…
        Choinka: brak
        Wypieki: brak
        Mycie okien: brak.
        Prezenty: w większości są ale też nie specjalnie się spisałam…
        Ale jednak mamy z Tomkiem jedną świąteczną tradycję - na święta dezerterujemy :)
        Raz nawet udało się uciec przed Wigilią! (właśnie z sentymentem przeglądamy zdjęcia z tego wypadu) ale tym razem jakoś nie wszyło, więc musimy się z tym zmierzyć.
        No nic, może kiedyś jakieś babe nada tym świętom wyższe znaczenie albo przynajmniej zmobilizuje nas do wstawienia tutaj “drzewa” ;) a tymczasem za chwilę trzeba będzie startować na pierwszą z dwóch Wigilii…
        Byleby przetrwać do jutra;)

        WESOŁYCH I SPOKOJNYCH WSZYSTKIM

        p.s. 1: tak mi się przypomniało, że w zeszłym roku o tej porze też tutaj pisałam o dziecku… czyli potwierdza się reguła, że kto dużo mówi ten mało robi… ;)

        p.s. 2: tradycyjnie (bo podobno dobrze jak jest tradycyjnie) załączam mój świąteczny kawałek
        A macie. Aż do znudzenia.
        :))

:)


sobota, listopad 28, 2009

        herbata wystygła
        włosy zaplatały się na palcu
        minęła godzina
        niepewność ma lekko kwaśny smak