Wstałam oczywiście koło południa. Leniwa kawa, muzyczka, tulenie, głaskanie… czyli dłuuugie wychodzenie z pościeli ![]()
Pełen spokój, relaks, bez pośpiechu, spięcia i nadęcia bo podobno jaka Wigilia taki cały rok ![]()
Ogarnęłam nieco parę kątów, wyszykowałam siebie i mężczyznę…
Choinka: brak
Wypieki: brak
Mycie okien: brak.
Prezenty: w większości są ale też nie specjalnie się spisałam…
Ale jednak mamy z Tomkiem jedną świąteczną tradycję - na święta dezerterujemy ![]()
Raz nawet udało się uciec przed Wigilią! (właśnie z sentymentem przeglądamy zdjęcia z tego wypadu) ale tym razem jakoś nie wszyło, więc musimy się z tym zmierzyć.
No nic, może kiedyś jakieś babe nada tym świętom wyższe znaczenie albo przynajmniej zmobilizuje nas do wstawienia tutaj “drzewa”
a tymczasem za chwilę trzeba będzie startować na pierwszą z dwóch Wigilii…
Byleby przetrwać do jutra;)
WESOŁYCH I SPOKOJNYCH WSZYSTKIM
p.s. 1: tak mi się przypomniało, że w zeszłym roku o tej porze też tutaj pisałam o dziecku… czyli potwierdza się reguła, że kto dużo mówi ten mało robi…
p.s. 2: tradycyjnie (bo podobno dobrze jak jest tradycyjnie) załączam mój świąteczny kawałek
A macie. Aż do znudzenia.
:))

