Skip to Content Skip to Search Go to Top Navigation Go to Side Menu


"poezja innych" Category


z tekstów Agnieszki Osieckiej


sobota, styczeń 31, 2009
        Nagłe zastępstwa

        Mężczyźni podejmują się nagłych zastępstw,
        jak w teatrze,
        kinie
        lub szkole.
        Przyjmują ich kobiety o słabych nerwach
        i powstają z tego małżeństwa,
        i rodzą się dzieci,
        które niczemu nie są winne.

        Jeżeli gdzieś jest niebo

        Nie wiedziałam, że tak blisko
        jest to wszystko,
        to wszystko, o co chodzi…
        Nie wiedziałam, że tej zimy
        zatańczymy,
        zatańczymy jak w ogrodzie…
        Nie wiedziałam, że się ręce
        z tego tańca
        jak z wieńca
        nie rozplączą,
        nie wiedziałam, że się serca
        nigdy więcej,
        nigdy więcej nie rozłączą,
        nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu…
        nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,
        nie wierzyłam, nie czekałam, nie przeczułam w głębi snu
        że jeżeli gdzieś jest niebo,
        to tu, to tu.

        Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,
        uwierzyłam, że umiera się parami,
        nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą
        jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż przystani…

        Nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu…
        Nie wiedziałam, że odfrunie, co się rzekło,
        nie czekałam, nie cierpiałam, nie przeczułam w głębi snu, że jeżeli gdzieś jest piekło,
        to tu.

Podziękowanie


poniedziałek, styczeń 19, 2009

        Wiele zawdzięczam
        tym, których nie kocham.

        Ulgę, z jaką się godzę,
        że bliżsi są komu innemu.
        Radość, że nie ja jestem
        wilkiem ich owieczek.

        Pokój mi z nimi
        i wolność mi z nimi,
        a tego miłość ani dać nie może,
        ani brać nie potrafi.

        Nie czekam na nich
        od okna do drzwi.
        Cierpliwa
        prawie jak słoneczny zegar,
        wybaczam,
        miłość nie wybaczyłaby nigdy.

        Od spotkania do listu
        nie wieczność upływa,
        ale po prostu kilka dni albo tygodni.

        Podróże z nimi zawsze są udane,
        koncerty wysłuchane,
        katedry zwiedzone,
        krajobrazy wyraźne.

        A kiedy nas rozdzielą
        siedem gór i rzek,
        są to góry i rzeki
        dobrze znane z mapy.

        Ich zasługa,
        jeżeli żyję w trzech wymiarach,
        przestrzeni nielirycznej i nieretorycznej
        prawdziwym, bo ruchomym horyzontem.

        Sami nie wiedzą,
        ile niosą w rękach pustych.
        “Nic im nie jestem winna” -
        powiedziałaby miłość
        a ten otwarty temat.

        Wisława Szymborska

Fryne


sobota, grudzień 20, 2008

        Z czerwonego piekła na zielonym płomieniu uniosła się i nie wróciła. Płakali diabli skuleni w kątach a Belzebub gryzł ze złości napięstki. Mefisto w filozoficznej zadumie podpierał brodę kostyczną ręką wzruszał ramieniem. Zgrzytnął Belzebub — dym zasnuł czerwone łóżka — chichocząc dziewczyny zniknęły w płomiennych oparach. Diabli szlochali w głos. Mefisto wzruszył ramieniem. Kiedy Belzebub wstał z pluszowego krzesła i tupnął racicą — znieruchomiały dziewczyny na tapczanach. Cóż — rzekł Mefisto — zbyt piękna — zbyt piękna aby ją potępić.


        Halina Poświatowska

Nauka chodzenia


niedziela, sierpień 31, 2008

      i po raz kolejny z szuflady jednego z moich ulubieńców…

      “Tyle miałem trudności
      z przezwyciężeniem prawa ciążenia
      myślałem że jak wreszcie stanę na nogach
      uchylą przede mną czoła
      a oni w mordę
      nie wiem co jest
      usiłuję po bohatersku zachować pionową postawę
      i nic nie rozumiem
      “głupiś” mówią mi życzliwi (najgorszy gatunek łajdaków)
      “w życiu trzeba się czołgać czołgać”
      więc kładę się na płask
      z tyłkiem anielsko-głupio wypiętym w górę
      i próbuję
      od sandałka do kamaszka
      od buciczka do trzewiczka
      uczę się chodzić po świecie”

      ——
      Andrzej Bursa

Zażalenie


piątek, listopad 9, 2007

      Panie ministrze sprawiedliwości…
      Pan mnie obraża.
      Nie znam pana, ale widziałem pańską fotografię w gazecie
      I czuję się głęboko obrażony,
      Na nieszczęście nie tylko przez pana,
      Większość instytucji państwowych i społecznych
      Jest dla mnie afrontem,
      Prawie wszyscy obywatele naszego państwa
      Są obelgami skierowanymi bezpośrednio we mnie.
      Doprawdy, nieraz zapytuję się komu zależało na zbudowaniu
      Tak ogromnej machiny
      Z architekturą, wojskiem, prawem i przestępczością,
      Żeby mnie
      Osobiście mnie nękać
      Nawet na rogu ulicy zainstalowano ślepca, żeby mnie
      Doprowadzał do szału.
      A jakbyście tak np. przysłali mi paczkę z listem:
           Panie Bursa
      Jest pan niegłupim i niebrzydkim chłopcem
      Ofiarowujemy panu tę oto parę butów nr 42
      Podpisano: Ludzkość
           Rząd
           Wzgl. Rada Świata
      Ale nie
      Na to wam szkoda pieniędzy.
      Ale na tworzenie całych ideologii i apostołów, z których
      Każdy musi mieć co najmniej 20 par butów (w tym kozłowe
      Z cholewkami), po to, żeby mnie robić na złość.
      Na to jest grosz
      Panie ministrze!
      Do pana nie mam ostatecznie pretensji. Jest pan jedną
      Gorzką pigułką wrzuconą mi ukradkiem (wasze dowcipy)
      Do porannej kawy. Strawię i pana.
      Ale prawo, co prawo na to?

      ——

      Andrzej Bursa

Egzamin


środa, październik 3, 2007

Egzamin konkursowy na króla
wypadł doskonale.
Zgłosiła się pewna ilość królów
i jeden kandydat na króla.  

Królem wybrano pewnego króla
który miał zostać królem.

Otrzymał dodatkowe punkty za pochodzenie
spartańskie wychowanie
i za uśmiech
ujmujący wszystkich za szyję.

Z historii odpowiadał
ze świetnym wyczuciem milczenia.
Obowiązkowy język
okazał się jego własnym.

Gdy mówił o sprawach sztuki
chwycił komisję za serce.
Jednego z członków komisji
chwycił odrobinę za mocno.

Tak
to na pewno był król.

Przewodniczący komisji
pobiegł po naród
aby móc uroczyście
wręczyć go królowi.

Naród
oprawiony był
w
skórę.

——

Ewa Lipska

Prywatna własność


piątek, wrzesień 28, 2007

    Które z nas pamięta jeszcze
    wspólny wyjazd do Włoch.

    Zostaliśmy zakwaterowani
    w Teatro alla Scala.
    W samym gardle opery.
    Z widokiem na geniusz.

    Wpatrywaliśmy się w siebie
    powietrze przecinając wzrokiem.
    Na twój espressivo sopran
    odpowiadał natychmiast mój tenor.

    Teraz milczymy uporczywie
    w zapleśniały talerz
    chociaż
    nie mamy powodu do narzekań.

    Spłaciliśmy długi. Skończyliśmy budowę domu.
    Śmierć przeszła już na naszą własność.

     ———-

    Ewa Lipska

***


poniedziałek, wrzesień 10, 2007

    Mój kochany zapytał mnie: czy wierzysz w życie po śmierci?
    Odpowiedziałam: wierzę, ale tylko wtedy
    jeśli róża, która tego wieczoru zakwitła w naszym
    ogrodzie, pachnieć będzie po zgodnie wszystkich swoich płatków.
    Mój kochany zapytał mnie: czy chcesz pójść do nieba?
    Zechcę - odpowiedziałam - ale tylko wtedy
    jesli niebo jest ciepłe jak twoje ramiona,
    przestronne jak twój oddech i dzikie jak pocałunek.
    Mój kochany zapytał mnie: czy zawsze będziesz mnie kochała?
    Odpowiedziałam: jesli wieczność jest chwilą
    pomiędzy moim sercem pustym a moim sercem wezbranym z miłości
    nigdy nie będzie czasu, w którym nie kochałabym ciebie

     ———

    Halinka Poświatowska

Portret kobiecy


niedziela, wrzesień 9, 2007

    Musi być do wyboru.
    Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
    To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
    Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
    czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
    Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
    Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
    Naiwna, ale najlepiej doradzi.
    Słaba, ale udźwignie.
    Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
    Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
    Nie wie, po co ta śrubka i zbuduje most.
    Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
    Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
    własne pieniądze na podróż daleką i długą,
    tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
    Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
    Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
    Albo go kocha, albo się uparła.
    Na dobre, na niedobre i na litość boską.

    ———

    Wisława Szymborska

Kot w pustym mieszkaniu


środa, wrzesień 5, 2007
    Umrzeć - tego nie robi się kotu.
    Bo co ma począć kot
    w pustym mieszkaniu.
    Wdrapywać się na ściany.
    Ocierać się między meblami.
    Nic niby tu nie zmienione,
    a jednak pozamieniane.
    Niby nie przesunięte,
    a jednak porozsuwane.
    I wieczorami lampa już nie świeci.
    Słychać kroki na schodach, ale to nie te.
    Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
    także nie ta, co kładła. Coś się tu nie zaczyna
    w swojej zwykłej porze.
    Coś się tu nie odbywa
    jak powinno.
    Ktoś tutaj był i był,
    a potem nagle zniknął
    i uporczywie go nie ma.
    Do wszystkich szaf się zajrzało.
    Przez półki przebiegło.
    Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
    Nawet złamało zakaz
    i rozrzuciło papiery.
    Co więcej jest do zrobienia.
    Spać i czekać. Niech no on tylko wróci,
    niech no się pokaże.
    Już on się dowie,
    że tak z kotem nie można.
    Będzie się szło w jego stronę
    jakby się wcale nie chciało,
    pomalutku,
    na bardzo obrażonych łapach.
    I żadnych skoków pisków na początek.

    ——–

    Wisława Szymborska

Kazik & Frodo