czwartek, maj 22, 2008
Bywam cyniczna.
Przyznam, że bardzo lubię ten stan i siebie w tym stanie. Negacja i lekceważenie upraszcza wiele spraw.
Otacza nas cała masa ważnych rzeczy: ważne w domu, ważne w pracy, ważne dla bliskich itd. Godzina goni godzinę, lista spraw nigdy niezamknięta. Staramy się układać taski priorytetowo, jednak to, co bardziej uciska, naciska… to co najbardziej upierdliwe staje w kolejce jako pierwsze „do załatwienia”.
Zmagam się z tym, na co dzień. Ubrana w skorupę żółwia przekraczam próg placu boju, by walczyć i rozgrywać te bitwy zadaniowo. I szarpie się tak w godzinach roboczych, z tymi wszystkimi ważnymi tematami, by potem osiągnąć stan otępienia, który nachodzi mnie zwykle w sobotę tuż po przebudzeniu.
I z takich stanów właśnie często ratuje mnie cynizm, bo z pola bitwy nie jestem w stanie się wycofać - niektórzy żołnierzami są z urodzenia!!
Podsumowanie tego wątku powierzam jednemu z moich ulubieńców, który już raz tutaj się pojawił a który mistrzowsko ogarnia ten patetyczny sens życia.
—–
Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
Andrzej Bursa, sobota
niedziela, luty 3, 2008
Tuż przed weekendem dziewczęta robią się niegrzeczne…
Piątkowym popołudniem masowo opuszczają duszne biura w których od poniedziałku do piątku robią karierę.
Wychodzą nocą na miasto, w strojach skrupulatnie wcześniej dobranych, by w tej walce godowej mieć większe szanse.
Dołączam do nich radośnie od czasu do czasu. Okiem obserwatora badam tereny na których się znajdziemy.
Mężczyźni…
Tak, ten cały bal przebierańców jest sztuką odgrywaną dla nich - jakkolwiek byśmy temu zaprzeczały – jesteśmy jedni dla drugich i na tym kole kręci się ten świat.
No więc ci mężczyźni… na co dzień toczący walkę o byt, silni, odważni, imponujący nam wiedzą i zaradnością - biednie wyglądają na parkietach nocnych klubów… Niby tańczą, niby rozmawiają, niby piją ale głównie się GAPIĄ.
Tak, GAPIĄ się bo nie ma to nic z subtelnego zerkania, które mnie osobiście jest w stanie poruszyć ogromnie …
Sztuka patrzenia niewątpliwe zatraca się na rzecz gapiostwa [!]
GAPIE są dość odważni. Ociężałym od pewności siebie krokiem (lub nadmiaru alkoholu – albo jedno i drugie – bo to zazwyczaj idzie w parze) podchodzą, zawsze zbyt blisko. Wpychają się z pytaniem wprost w twoje usta (a przecież mówi się do ucha a nie do ust – chyba, że GAPIE zbudowani są inaczej…)
- Jak masz na imię?
Jeszcze żeby miało to dla niego jakiekolwiek znaczenie. Ja wiem, że za pięć minut zapomni.
Fakt, że jest głośno ratuje GAPIA przed totalną kompromitacją – nie słyszę co do mnie mówi.
Alicja z krainy czarów opuszcza te miejsca z ulgą, że bywanie w nich nie jest jej do niczego potrzebne.
Do następnego razu uda jej się jednak znów nabrać ochoty, bowiem taniec godowy wpisany jest w naszą naturę i co jakiś czas musi zostać odtańczony…