Skip to Content Skip to Search Go to Top Navigation Go to Side Menu


"z chwili wizięte" Category


29 LAT


poniedziałek, luty 1, 2010

      29 LAT. To już ostatni moment na bycie 20latką… uff.

      Uff, że już nie MUSZĘ być piękna, jędrna, głupiutka, naiwna, niedoświadczona, niedożywiona, przestraszona, z krótkim stażem, nadgodzinami, na dorobku, z małą ilością pieniędzy, w kolorowych ubraniach. Uff, że już nie muszę się zakochiwać, pić i tańczyć do rana, nadużywać słodyczy, zawstydzać się, podobać się, że nie muszę być ambitna, energiczna, stale gotowa.

      Uff, że już nie muszę, tylko po prostu mogę, jeśli zechcę. Nie MUSZĘ robić tego co przypisuje się 20latkom a już MOGĘ to co już nie wypada 30latkom :)
      Bo to co pospolite i naturalne u młodych jest pożądane, poszukiwane u starszych. Zachowując to wszystko przechodzę z większości do mniejszości :)

      Uciekający czas czyni mnie szczęśliwszą i wolną. Nie chciałabym żyć wiecznie, za duża odpowiedzialność;)
      “Nic nie może wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić” - i dobrze!

2010


piątek, styczeń 1, 2010


        bez lęku i sprzecznych pragnień,
        z wiarą w to co czuje, jak myślę,
        do czego dążę i na co pozwalam,
        z obawami bardzo ludzkimi i strachem który podpowiada instynkt najmądrzejszy,
        z apetytem na walkę, demonstrację i profanację wszystkiego w co nie wierzę, co czas zabiera,
        co tłamsi i chce pogrążyć w nijakości
        pikantnie i lekko słodko mi w ustach,
        trochę żartobliwie w sercu
        przyszłość jakby otwarta na nowe choć już pełna jest wszystkiego

<święta, święta, święta>


czwartek, grudzień 24, 2009

        Wstałam oczywiście koło południa. Leniwa kawa, muzyczka, tulenie, głaskanie… czyli dłuuugie wychodzenie z pościeli :)
        Pełen spokój, relaks, bez pośpiechu, spięcia i nadęcia bo podobno jaka Wigilia taki cały rok :D
        Ogarnęłam nieco parę kątów, wyszykowałam siebie i mężczyznę…
        Choinka: brak
        Wypieki: brak
        Mycie okien: brak.
        Prezenty: w większości są ale też nie specjalnie się spisałam…
        Ale jednak mamy z Tomkiem jedną świąteczną tradycję - na święta dezerterujemy :)
        Raz nawet udało się uciec przed Wigilią! (właśnie z sentymentem przeglądamy zdjęcia z tego wypadu) ale tym razem jakoś nie wszyło, więc musimy się z tym zmierzyć.
        No nic, może kiedyś jakieś babe nada tym świętom wyższe znaczenie albo przynajmniej zmobilizuje nas do wstawienia tutaj “drzewa” ;) a tymczasem za chwilę trzeba będzie startować na pierwszą z dwóch Wigilii…
        Byleby przetrwać do jutra;)

        WESOŁYCH I SPOKOJNYCH WSZYSTKIM

        p.s. 1: tak mi się przypomniało, że w zeszłym roku o tej porze też tutaj pisałam o dziecku… czyli potwierdza się reguła, że kto dużo mówi ten mało robi… ;)

        p.s. 2: tradycyjnie (bo podobno dobrze jak jest tradycyjnie) załączam mój świąteczny kawałek
        A macie. Aż do znudzenia.
        :))

Ratunku, jestem romantyczna!


wtorek, luty 24, 2009

        Żyłam w przekonaniu, że nie należę do typów „romantycznych”. Nie jestem przecież sentymentalna, nie wzruszam się rocznicami, nie trawię niespodzianek, nie lubię słowa „przepraszam”, nie wybaczam i nie wracam. Łatwo pozbywam się rzeczy, często gubię ludzi… Uważałam się za kobietę mocno osadzoną w czasach, w których żyje, goniącą za postępem, niezależną i nade wszystko ceniącą wolność i swoją przestrzeń osobistą.

        Tak było aż do dnia, w którym obejrzałam film „Becoming Jane”. Akacja osadzona na początku XIX wieku, zbudowana wokół życia pisarki Jane Austen, autorki takich powieści jak „Duma i uprzedzenie” czy “Mansfield Park”.
        Film myślę całkiem przeciętny tylko, że gdzieś od połowy obejrzany przez łzy. Dlaczego?

        DLATEGO ŻE ON KOCHA JĄ A ONA JEGO, ALE NIE MOGĄ BYĆ RAZEM :(

        Banalniej być nie może a jednak chwyciło za serce.
        Trzy kluczowe dla ich miłości sceny:
        1. Kiedy pierwszy raz się całują [00:59]
        2. Kiedy się kłócą a potem znów całują [01:24]
        3. Kiedy się rozstają [01:34]
        - obejrzałam po kilka razy każdą [!!]

        I tak oto wizja samej siebie, w 28 roku mojego życia padła przygnieciona dramaturgią tej prostej historii.

        Jeśli jednak robię już ten rachunek sumienia to czas się przyznać do tego, że moje ukochane filmy to m.in. „Wichry namiętności”, „Duma i uprzedzenie”, „Pokuta” i jeszcze parę innych w tym stylu… Jeśli do tego dodamy, że mężczyzna idealny to dla mnie Michał Żebrowski to chyba już wszystko jasne – jestem przypadkiem beznadziejnym [!] – Boshe, czy to ULECZALNE? Czy na to się UMIERA? To ja już wiem skąd te wszystkie „mezalianse” w moim życiorysie…

        Magia tamtych czasów to bez wątpienia ówcześni mężczyźni – waleczni, niesforni, dumni i uparci dżentelmeni, którzy przybywali na koniu by zdobyć serce damy. I to jak oni PATRZYLI na te kobiety! Jak Lefroy patrzył na Jane[!] Ja ciągle wierzę, że sposób w jaki mężczyzna patrzy na kobietę może zmienić jej życie.

        Dziś Panowie staliście się leniwi, przez co my stałyśmy się łatwe… Dziś szybko znaczy dobrze: chcesz to chodź - nie, to trafi się inna jakaś… Gdyby tak któryś zechciał się postarać, powalczyć o to zainteresowanie, zaimponować czymś, upolować zwierze, pobić kogoś bo był niemiły dla damy… Ja wiem, że na co dzień wmawiamy wam, że to dziecinada i mamy to gdzieś - KŁAMIEMY

        Stało się. Obrazy z życia angielskiej klasy wyższej z początku XIX zawładnęły moją duszą i sercem. Więcej grzechów nie pamiętam i niczego nie żałuje.

***


piątek, luty 13, 2009
        Rozegrałeś już dawno wszystkie swoje karty, więc oboje świadomie odliczamy czas do końca.
        A kiedy to się skończy nastanie lato. Bez wielkiej rewolucji, gromów z nieba.
        Przez chwilę jeszcze tylko pomyślimy o tym, co się już nie zdarzy, o planach, których nie mieliśmy o tym, że byliśmy jednymi z wielu.

        To będzie bardzo ciepłe lato, drzewa obrodzą słodkimi owocami a moje serce zakwitnie spokojem
        pachnącym dobrą przyszłością. Ocierając pot z czoła jeszcze raz przypomnisz nam jak to się zaczęło.

        Poranek następnego dnia obudzi nas upiornie krwawym wschodem słońca.

        Nigdy więcej już nie będzie takiego rozstania.

Last Christmas


wtorek, grudzień 23, 2008

        Fantastycznie upaprane spodnie. Picasso by się nie powstydził.
        Miało być biało jak wtedy, kiedy babcia wieszała na choince prawdziwe cukierki a kot Brylek sypiał przy piecu.
        Coroczna radość ze świąt człowieka dorosłego, to chyba nic innego jak odwoływanie się naszej osobistej głowy do czasów minionych, kiedy rajstopy spadały z tyłka i można było poleżeć pod choinką, która mieniła się wszystkimi kolorami a nie tylko dwoma najmodniejszymi w tym roku. Oczekiwanie na przyjście teściowej nie przebije wypatrywania pierwszej gwiazdy na niebie.

        Sami pomyślcie - co Was dziś raduje w święta? Kontakt z bliskimi – ok, byle to zajęło jeden dzień no góra dwa, bo chciałabym też pospać, poczytać, obejrzeć coś i zrobić tysiące innych rzeczy, które pozwolą mi się w końcu zrelaksować. Prezenty – zazwyczaj nietrafione lub za drogie a jeszcze gorzej jak za tanie, więc coraz częściej zamówione. Wolne? Jak wolne, jak siedzisz przed laptopem… I to wieczne błoto, niby nic z nieba nie leci a pod butami ciągle mokro :(
        Minimalizm biurowych ozdób świątecznych przypomina tylko o tym, że będą urlopy i ktoś będzie walczył ze zniecierpliwieniem innych by odpoczywać mógł ktoś.

        Szczerze cieszą się chyba tylko małe dzieci i jeśli mamy tyle szczęścia, by móc im towarzyszyć w tych chwilach, to może też załapiemy się na kawałek bożonarodzeniowej euforii. Nie czekam więc już na śnieg, tylko na Ciebie Aniołku :)


            Życzę Wam wszystkim, by głowa spisała się w te święta na medal [!]

status: człowiek dorosły


czwartek, grudzień 4, 2008

        Jestem ze świata nakazów i zakazów.
        Całe życie odmawiania, nawet, gdy nie było takiej potrzeby. Tak po prostu, dla ZASADY, bo albo za mało albo za dużo, za daleko, za drogo, za słodko, za wysoko, za bardzo.
        Bez rozpieszczanka i szeroko otwartych drzwi.

        Dziś wiele z tego wynika. Skłonność do melancholii zaburza perspektywę i wykrzywia dzień na wszystkie strony. Korytarzem idę a on staje się węższy i brzydszy by za chwile znów zabłyszczeć światłem dnia.
        Nigdy nie miałam włosów blond. A co jeśli kolory przenikają głąb ciebie i mieszają się z krwią? Czy smutek mam we krwi?


piątek, wrzesień 5, 2008

      Należy mówić to, co się myśli – podobno ludzie, którzy tak postępują są odważni i szczerzy.. I podobno taką szczerość się dziś ceni i podobno coraz więcej ludzi tak ma. Bo to jest teraz trendy: ona wali prosto z mostu, on się nie patyczkuje, powie ci co myśli, jest szczery do bólu… Wiktor Osiatyński powiedział kiedyś: „… tak naprawdę najważniejsze jest, co drugi człowiek czuje, a nie to, co myśli. Tymczasem nadal najczęściej mówimy to, co myślimy…”

Chwile przebudzenia


czwartek, maj 22, 2008

Bywam cyniczna.
Przyznam, że bardzo lubię ten stan i siebie w tym stanie. Negacja i lekceważenie upraszcza wiele spraw.

Otacza nas cała masa ważnych rzeczy: ważne w domu, ważne w pracy, ważne dla bliskich itd. Godzina goni godzinę, lista spraw nigdy niezamknięta. Staramy się układać taski priorytetowo, jednak to, co bardziej uciska, naciska… to co najbardziej upierdliwe staje w kolejce jako pierwsze „do załatwienia”.

Zmagam się z tym, na co dzień. Ubrana w skorupę żółwia przekraczam próg placu boju, by walczyć i rozgrywać te bitwy zadaniowo. I szarpie się tak w godzinach roboczych, z tymi wszystkimi ważnymi tematami, by potem osiągnąć stan otępienia, który nachodzi mnie zwykle w sobotę tuż po przebudzeniu.
I z takich stanów właśnie często ratuje mnie cynizm, bo z pola bitwy nie jestem w stanie się wycofać - niektórzy żołnierzami są z urodzenia!!
;)

Podsumowanie tego wątku powierzam jednemu z moich ulubieńców, który już raz tutaj się pojawił a który mistrzowsko ogarnia ten patetyczny sens życia.

—–

Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka
mam w dupie małe miasteczka

Andrzej Bursa, sobota

Gorączka weekendowych nocy


niedziela, luty 3, 2008

Tuż przed weekendem dziewczęta robią się niegrzeczne…
Piątkowym popołudniem masowo opuszczają duszne biura w których od poniedziałku do piątku robią karierę.
Wychodzą nocą na miasto, w strojach skrupulatnie wcześniej dobranych, by w tej walce godowej mieć większe szanse.

Dołączam do nich radośnie od czasu do czasu. Okiem obserwatora badam tereny na których się znajdziemy.
Mężczyźni…
Tak, ten cały bal przebierańców jest sztuką odgrywaną dla nich - jakkolwiek byśmy temu zaprzeczały – jesteśmy jedni dla drugich i na tym kole kręci się ten świat.

No więc ci mężczyźni… na co dzień toczący walkę o byt, silni, odważni, imponujący nam wiedzą i zaradnością - biednie wyglądają na parkietach nocnych klubów… Niby tańczą, niby rozmawiają, niby piją ale głównie się GAPIĄ.
Tak, GAPIĄ się bo nie ma to nic z subtelnego zerkania, które mnie osobiście jest w stanie poruszyć ogromnie …
Sztuka patrzenia niewątpliwe zatraca się na rzecz gapiostwa [!]

GAPIE są dość odważni. Ociężałym od pewności siebie krokiem (lub nadmiaru alkoholu – albo jedno i drugie – bo to zazwyczaj idzie w parze) podchodzą, zawsze zbyt blisko. Wpychają się z pytaniem wprost w twoje usta (a przecież mówi się do ucha a nie do ust – chyba, że GAPIE zbudowani są inaczej…)
- Jak masz na imię?
Jeszcze żeby miało to dla niego jakiekolwiek znaczenie. Ja wiem, że za pięć minut zapomni.
Fakt, że jest głośno ratuje GAPIA przed totalną kompromitacją – nie słyszę co do mnie mówi.

Alicja z krainy czarów opuszcza te miejsca z ulgą, że bywanie w nich nie jest jej do niczego potrzebne.
Do następnego razu uda jej się jednak znów nabrać ochoty, bowiem taniec godowy wpisany jest w naszą naturę i co jakiś czas musi zostać odtańczony…